Okiem Rufusa

Znamy takich, co siedzą na Wimbledonie i w ogóle nie interesują się tenisem. Pierwszy to nasz znajomy majster od „sokolego oka” i innych technologicznych fajerwerków. Jedzie do tzw. świątyni tenisa, żeby popatrzeć w ekran komputera. Drugi też ma sokole oko. A właściwie jastrzębie. A właściwie trzeba je nazwać jeszcze inaczej, gdyż harris hawk to po naszemu myszołowiec towarzyski.

dalej Okiem Rufusa