Okiem Rufusa

Znamy takich, co siedzą na Wimbledonie i w ogóle nie interesują się tenisem. Pierwszy, to nasz znajomy majster od „sokolego oka” i innych technologicznych fajerwerków. Jedzie do – jak to mawiają – świątyni tenisa, żeby popatrzeć w ekran komputera. Drugi też ma sokole oko. A właściwie jastrzębie. A właściwie trzeba je nazwać jeszcze inaczej, gdyż harris hawk to po naszemu myszołowiec towarzyski. Nie wiemy, czy nazywa się towarzyski, bo towarzyszy człowiekowi w polowaniach, czy jest towarzyski z charakteru – ot, taki brat łata. A raczej brat lata, bo Rufus – tak ma na imię wimbledoński myszołowiec – lata nad kortami przy Church Road i płoszy inne ptaki. Cóż to byłby za skandal, gdyby jakiś gołąb z góry… A tak, jest Rufus, który nawet jeśli towarzyski, to woli inne niż gołębie towarzystwo. Życzymy tyle samo lądowań, ile startów.

foto: TonyParkin67,  → o Białych liniach kortu 


 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

autor