Trzecie stulecie

Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie znów – tak jak pod koniec lat 20. ubiegłego wieku – może pochwalić się supernowoczesną siedzibą. Nowy budynek przy Wioślarskiej składa się z siedmiu kondygnacji – na pięciu pomieści się Towarzystwo, dwie najwyższe zostaną wynajęte. Na dole garaże i hangary na łodzie, wyżej basen wioślarski, siłownia, ergometrownia, odnowa biologiczna oraz sale konferencyjne z widokiem na Wisłę. Na czarnej elewacji emblemat WTW wraz z datą założenia – 1878. To najstarszy klub sportowy w Polsce.

– To logo ma robić wrażenie i, z tego co wiem, robi – mówi Maciej Śliwiński, dyrektor biura WTW. Znajdujemy się na działce, którą Towarzystwo dostało w podzięce za ofiarność podczas wojny 1920 roku. Wioślarze wystawili wówczas sześć uzbrojonych plutonów do obrony mostów i przepraw. Organizowali transport rannych żołnierzy.

Kiedy Sowieci wysadzali mosty, wutewiacy utrzymywali połączenie pomiędzy lewym i prawym brzegiem. Dlatego dostaliśmy tę ziemię. Mówimy, że „od Piłsudskiego”, ale właściwie od miasta – opowiada Maciej Śliwiński.

Zbudowana tu w 1929 roku przystań również miała podziemny hangar, na parterze znajdowały się szatnie z natryskami, piętro zajmowała restauracja z tarasem, pokoje administracyjne i klubowe. Był i basen wioślarski umożliwiający zimowe treningi. Z najnowocześniejszym obiektem w Europie WTW rozpoczynało nowy etap działalności.
Działalności, która zaczęła się jeszcze w XIX-wiecznej Warszawie. Do stołecznego Yacht Klubu należeli wtedy wyłącznie niemieccy urzędnicy pracujący w carskiej administracji. Polskie organizacje były źle widziane, dlatego na początku Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie działało nielegalnie – zrzeszyło się w nim piętnastu młodych ludzi pod przewodnictwem kupca Antoniego Chojnackiego i rzemieślnika Władysława Deniszczuka. W warsztacie warszawskiego stolarza, nazwiskiem Mianowicz, zbudowano czteroosobową łódź wiosłową, „Nimfę”, która rozpoczęła rejsy po Wiśle. Pierwszą przystań, niewielką barkę z domkiem klubowym, zakotwiczono u wylotu Bednarskiej.
Do Towarzystwa garnęła się młodzież, przybywało łodzi, niebawem nadszedł więc czas na legalizację – udało się to w 1882 roku, dzięki staraniom pierwszego prezesa, doktora Henryka Stankiewicza. Drugiego czerwca władze carskie zatwierdziły Ustawę, czyli statut Towarzystwa. W paragrafie pierwszym zapisano, że celem WTW jest „zachęcanie ludności miejscowej do jazdy na łodziach wiosłowych i żaglowych, jako też na statkach parowych oraz wpływanie skuteczne na ulepszenie ich budowy”. W tym czasie organizacja liczyła 290 członków i dysponowała dziewiętnastoma łodziami. Oprócz wioślarstwa Ustawa przewidywała uprawianie łyżwiarstwa, gimnastyki i pływania. Latem sportowcy spotykali się na zbudowanej niebawem, pływającej przystani na Wiśle, zimą – w Pałacu Brühla, a następnie w Pałacu Bielińskich przy Królewskiej.
Działalność Towarzystwa finansowali członkowie, dlatego podjęto starania o uzyskanie poparcia arystokracji i bogatego mieszczaństwa. Przez ponad dwadzieścia lat prezesem WTW był hrabia Ksawery Branicki. To on przekazał działkę pod budowę okazałej kamienicy przy Foksal 19, która od 1897 roku stała się zimową siedzibą wioślarzy. W budynku znalazły się dwie sale gimnastyczne, szatnie, restauracja i sala balowa. Nowa siedziba szybko stała się popularnym miejscem spotkań elity, tym bardziej, że w Towarzystwie znaleźli się Bolesław Prus i Henryk Sienkiewicz, zaglądał też Stefan Żeromski. W niepodległej Polsce członkami honorowymi byli Ignacy Paderewski, gen. Józef Haller, a prezesem m.in. Adam hr. Zamoyski, który był również naczelnikiem Związku Towarzystw Gimnastycznych „Sokół”.
– Takich nazwisk dziś nie ma, zmieniły się czasy i ludzie. Mamy za to kolejne pokolenia wioślarzy: dziadowie i ojcowie byli w WTW, dziś członkami klubu są synowie – mówi Maciej Śliwiński.
WTW stało się zalążkiem polskiego wioślarstwa, jego członkowie pomagali w zakładaniu kolejnych towarzystw: w Płocku, Włocławku, Łomży, Kaliszu, Koninie i Poznaniu. Byli też, rzecz jasna, w gronie współzałożycieli powołanego w 1919 roku Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich. Jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny WTW dysponowało 74 łodziami, w drugiej Rzeczpospolitej ich liczba wzrosła do setki. W latach 1912-1932 Towarzystwo zrzeszało ponad tysiąc członków (a w sezonach 1922/1923 ponad dwa tysiące). Trzy lata po oddaniu nowoczesnej przystani, w 1932 roku, przyszedł pierwszy wielki sukces sportowy – na igrzyskach w Los Angeles dwójka ze sternikiem zdobyła srebrny, a czwórka ze sternikiem – brązowy medal olimpijski.

Ani przystań z 1929 roku, ani budynek przy Foksal nie przetrwały drugiej wojny. Właściwie nie przetrwało też samo WTW, wcielone po 1945 roku do zrzeszeń „Związkowiec” i „Budowlani”. Przystań przy Wioślarskiej odbudowano, jednak zarówno ona, jak i pozostałe nieruchomości rozdzielono pomiędzy inne kluby. Po reaktywacji w 1957 roku WTW nie odzyskało majątku, miasto przekazało wioślarzom tereny na Cyplu Czerniakowskim. Od 1962 roku rolę siedziby pełnił osadzony na lądzie XIX-wieczny statek „Kościuszko”. W 1978 roku udało się odzyskać budynek przy Foksal – jego wynajem utrzymywał WTW przy życiu przez kolejne lata. W 1991 roku do Towarzystwa wróciła przystań na Wioślarskiej.

W latach 30. była najnowocześniejsza w Europie, ale po osiemdziesięciu latach jedyne, co można było z nią zrobić, to zburzyć – mówi Maciej Śliwiński. – Część ziemi, wykupionej wcześniej od miasta, bo do tej pory była w wieczystym użytkowaniu, odsprzedaliśmy prywatnemu inwestorowi, który zbudował sąsiedni biurowiec, a nam, za wartość działki, postawił siedmiokondygnacyjny budynek, który posłuży przez kolejne sto lat – myślę że niewiele jest tak nowoczesnych kompleksów wioślarskich w Europie.

Podobnie jak przed laty, sukcesy budowlane zbiegają się w czasie z osiągnięciami sportowymi. – Wcześniej nasi wioślarze zdobywali dziesiątki medali mistrzostw Polski, ale ostatnie lata to przełom i wejście na poziom światowy. Pierwszy sukces przyszedł w roku 2007, kiedy Weronika Deresz zdobyła młodzieżowe mistrzostwo świata w dwójce podwójnej, wraz z Magdaleną Fularczyk – mówi Maciej Śliwiński.
Rok później, na igrzyska olimpijskie do Pekinu pojechał pierwszy po wojnie reprezentant WTW, Marcin Brzeziński (w składzie ósemki). Cztery lata później w Londynie po raz pierwszy wystartowały kobiety – Joanna Leszczyńska, Sylwia Lewandowska i Kamila Soćko znalazły się w składzie czwórki podwójnej (w tym samym roku polska osada wywalczyła mistrzostwo świata). Wreszcie nadszedł rok 2016, w którym Leszczyńska zdobyła brązowy medal olimpijski w czwórce podwójnej.
– Bazujemy na wychowankach. Asia Leszczyńska jest jedną z nich – trenuje w WTW od szesnastu lat. Ale w przyszłości chcielibyśmy też przyciągać zawodników, którzy zmieniają barwy klubowe na okres studiów. A może przyjdzie czas, że będzie nas stać na kupowanie najlepszych? – zastanawia się Maciej Śliwiński.
Wioślarstwo to tutaj, zgodnie z nazwą, dyscyplina numer jeden. Chociaż są jeszcze sekcje kajakarska i żeglarska. – Tam raczej nie myślimy w kategorii medali olimpijskich, skupiamy się na pracy z dziećmi – kajakarze ćwiczą w Porcie Czerniakowskim, mali żeglarze na optymistach – nad Zegrzem. Dzieci będą rosły, przesiądą się na inne łódki, pójdą do innych klubów – przewiduje dyrektor biura WTW. – Skupiamy się na wiosłach, w tym na odtworzeniu turystyki. Może miasto odwróci się w końcu w stronę Wisły i przyjdzie moda na wiosłowanie. Chcielibyśmy przygotować ofertę dla warszawiaków, bo w końcu był czas, że Wisła żyła, pełno było tu łódek i żagli. Dziś pływamy tylko my, koledzy z klubu MKS-MOS i policja rzeczna. Widzimy pozytywny trend, ale władze miejskie muszą dostrzec, że w Warszawie jest nie tylko Wisłostrada, ale i Wisła.


foto: otwarcie sezonu 1937 w Warszawie; IKC / NAC

bibliografia: Robert Gawkowski, Encyklopedia klubów sportowych Warszawy i jej najbliższych okolic w latach 1918-39, Warszawa 2007