Stawka większa niż tenis

Novak Djokovic przyznaje, że proponowano mu sprzedanie meczu za dwieście tysięcy dolarów. Roger Federer chciałby poznać nazwiska tych, którzy grają nieuczciwie. Andy Murray dziwi się, że firmy bukmacherskie sponsorują turnieje. Władze tenisa mają dobrą okazję by sprawdzić, czy ustawianie meczów jest tu wyjątkiem czy regułą.


Na razie szefowie ATP usiłują zaklinać rzeczywistość, podobnie jak wcześniej robili to w kolarskiej UCI czy lekkoatletycznej IAAF. Szermują hasłem „zero tolerancji” i zapewniają, że nie ignorowali podejrzeń wobec zawodników, którzy, być może regularnie, manipulowali wynikami spotkań.

Tymczasem – zgodnie z raportem opublikowanym przez BBC i serwis BuzzFeed – na dziewięciu listach, które trafiły do ATP, znalazło się siedemdziesiąt nazwisk, z czego 16-28 uznano za bardzo podejrzane. W tej drugiej grupie znajdują się gracze z czołowej pięćdziesiątki rankingu, w tym zwycięzcy (liczba mnoga) singlowych i deblowych turniejów Wielkiego Szlema. Około dziesięciu z nich gra właśnie w Australian Open.
Zwycięzcy turniejów wielkoszlemowych w singlu aktywni po 2007 roku to, obok Federera, Djokovicia, Nadala, Murraya i Wawrinki: Rosjanin Marat Safin i Szwed Thomas Johansson (zakończyli kariery w 2009 r.), Amerykanin Andy Roddick, Australijczyk Lleyton Hewitt, Hiszpan Juan Carlos Ferrero, Argentyńczycy Juan Martin del Potro i Gaston Gaudio oraz Chorwat Marin Cilic.
Śledztwa nie wszczęto, gdyż przepisy Tennis Integrity Unit (TIU) – jednostki powołanej do walki z korupcją – nie przewidywały wstecznego stosowania przepisów, mimo że wymienieni w raportach tenisiści wciąż grali, a ich mecze nadal budziły wątpliwości.

Raporty wskazują, że ważnym sygnałem ostrzegawczym był pojedynek rozegrany podczas turnieju ATP Orange Prokom Open. 2 sierpnia 2007 roku na korcie centralnym Sopockiego Klubu Tenisowego Nikołaj Dawidienko, obrońca tytułu z poprzedniego roku i czwarty tenisista świata, zmierzył się z Argentyńczykiem Martinem Vassallo Arguello (wówczas 87. ATP).
Rosjanin powinien być murowanym faworytem, jednak zakłady w firmie Betfair (śledczy przeanalizowali 26 tysięcy z obstawianych tu meczów tenisowych) wskazywały na coś zupełnie przeciwnego – nawet gdy Dawidienko wygrał pierwszego seta i przełamał podanie rywala w drugim, hazardziści wciąż stawiali na jego porażkę (łącznie na ponad 3,5 mln funtów – dziesięciokrotnie więcej niż zwykle przy takich okazjach). I mieli rację – Nikołaj doznał kontuzji kostki oraz palca stopy i poddał mecz. To był zresztą częsty schemat – zdobycie pierwszej partii, prowadzenie w drugiej, a później nagłe załamanie, które jednych zaskakiwało bardziej, a innych mniej. Ci inni to – jak określono w raporcie – syndykaty hazardowe z Rosji, Sycylii, północnych Włoch oraz budzące podejrzenia mniejsze grupy z Francji i Argentyny. Niektórzy dodają do tego Bałkany.

Byłem na tym meczu, rozmawiałem z Dawidienką, znam jego menedżera – mówi Wojciech Fibak, były tenisista. – Kiedy poddał mecz uznałem, że woli prędzej polecieć na ważny turniej do Montrealu, żeby mieć tam większe szanse. Czyli, że to była decyzja sportowa, nie finansowa. Nawet teraz uważam, że Dawidienko, bardzo skromny chłopak, nic nie wiedział o tych pieniądzach, które na niego stawiali. Jestem o tym święcie przekonany. Może kilka osób z jego otoczenia wiedziało o tym, że nie zamierza grać w Sopocie do końca? Mogę uwierzyć, że to rozgrywa się gdzieś na marginesie, na „poziomie osób numer 8” w sztabach zawodników.

– Kiedyś mówiło się, że proceder dotyczy tylko niższych rozgrywek, bo rzeczywiście pierwsze propozycje padają już na najmniejszych turniejach z cyklu ITF Futures – mówi Nikodem Pałasz, były menedżer Marcina Matkowskiego i Mariusza Fyrstenberga. – Mała skala, raczej rodzaj zachęty, żeby ktoś poczuł smak łatwych pieniędzy. Bardzo trudne do wykrycia, bo takich turniejów nikt nie transmituje. Później przychodzą challengery, środkowa półka, dobrze obstawiona przez bukmacherów. Zawodnik jest tu łatwym kąskiem, bo w lepszym sezonie zarabia się dobrze, ale w gorszym słabo. Jednak ustawianie meczów ma miejsce także na wyższym poziomie – każdy dostał kiedyś taką propozycję, także gracze, którzy w końcu trafili do pierwszej dziesiątki rankingu – uważa Pałasz.
Wojciech Fibak: – Rozegrałem kilka tysięcy spotkań, nigdy się nie spotkałem z podobną ofertą czy aferą. Nigdy. Byłbym bardzo daleki od uogólnień. Może niektórzy zawodnicy mieli propozycje, ale żeby korzystali to wątpię. Może ktoś z 400. czy 500. miejsca gdzieś na turnieju w Uzbekistanie… Absolutne wyjątki. Jestem przekonany, że nie poznamy nawet jednego nazwiska z czołówki.
Zakłady na sopocki mecz Dawidienki z Vassallo Arguello zostały anulowane. Wszczęto śledztwo, jednak nie wyciągnięto ostatecznie konsekwencji wobec Rosjanina. Arguello – który w Sopocie, być może nieświadomy całej sprawy, najzwyczajniej wygrał – brał udział w innych podejrzanych meczach i tu jego rola była chyba inna. Do ATP trafiła treść sms-ów odzyskanych z pamięci telefonu Argentyńczyka.
Hazardzista z Sycylii: „Chciałbym porozmawiać z tobą, bo mecz (urwane)
Arguello: On nie chce. Zamierza wygrać.
Hazardzista z Sycylii (wkrótce): Wszystko okej.

– Zarzewie zła stanowiła grupa około dziesięciu graczy – opisuje Mark Phillips, jeden ze śledczych dodając, że ATP miała wszystko podane na tacy, ale nie podjęła żadnych działań. Jak podkreśla współzałożyciel firmy Betfair Mark Davies, także bukmacherzy informowali ATP o potencjalnym problemie. Nazwiska graczy były znane.

Zaciekła walka z hazardem i dopingiem nie jest na rękę ATP, wolą przymknąć oko. Nie chcę używać terminu „ciche przyzwolenie”, ale wiadomo: każde śledztwo można poprowadzić na różne sposoby – mówi Nikodem Pałasz.

Już w 2011 roku redakcja sztokholmskiej gazety „Svenska Dagbladet” opublikowała listę 41 nazwisk tenisistek i tenisistów, którzy mieli brać udział w podejrzanych meczach. Znaleźli się na niej nie tylko Dawidienko czy zdyskwalifikowany ostatecznie Włoch Potito Starace, ale też Marin Cilic, Philipp Kohlschreiber, Andreas Seppi, Fabio Fognini, Flavia Pennetta, Roberta Vinci, Francesca Schiavone oraz Wiktoria Azarenka. Także Agnieszka Radwańska i Łukasz Kubot.
Polski ślad w aferze z ustawionymi meczami wiedzie jednak na znacznie niższych piętrach. 10 września zeszłego roku Piotr Gadomski (908 ATP) i Arkadiusz Kocyła (898 ATP) zostali zawieszeni odpowiednio na siedem i pięć lat. Zarzuty dotyczyły przewinień korupcyjnych z 2012 i 2013 roku.
– Plotki mówią, że głupio się dali złapać. Albo, że jeden wysłał podejrzane sms-y z telefonu drugiego, ale ten drugi też nie miał kryształowej opinii… W każdym razie wyrok zapadł – mówi osoba związana ze środowiskiem tenisowym.
Kocyła już wcześniej zakończył krótką karierę tenisisty, Gadomski zapowiedział odwołanie do Sportowego Sądu Arbitrażowego w Lozannie.
„Dla dobra toczącego się postępowania do czasu jego zakończenia nie zamierzam dalej komentować niniejszej sprawy” – napisał w oświadczeniu dodając, że nie popełnił zarzucanych mu czynów.
– Dziwne, że tak mało osób, z PZT na czele, zainteresowało się całą historią – mówi Pałasz. – Nikt nie zakazał im pracy z młodzieżą, więc już teraz mogą żyć z udzielania lekcji. Fatalny wzór dla młodych tenisistów. Z tego co wiem, toczą się śledztwa wobec innych polskich zawodników, i nie chodzi mi tu ani o Radwańską ani o Kubota.

PZT nie zamierza prowadzić śledztwa w tej sprawie. PZT jako członek Międzynarodowej Federacji Tenisowej polega na kompetencjach i narzędziach struktur międzynarodowych które w profesjonalny sposób kontrolują zawodników i zawodniczki w obszarach związanych z nielegalną aktywnością – poinformował dyrektor sportowy związku Wojciech Batorski.

Zapewne sprzedawanie meczów nie przyszło wraz z internetowymi bukmacherami. Podejrzewa się, że ustawiona była słynna „Wojna Płci” z 1973 roku – mecz, w którym czołowa zawodniczka świata, 30-letnia Billie Jean King spotkała się z byłym potrójnym mistrzem Wimbledonu, 55-letnim Bobby’m Riggsem i wygrała. King nie przyjmuje tego do wiadomości, ale mówi się, że Riggs spłacił w ten sposób swoje karciane długi.
Nikodem Pałasz: – Jedna ze starszych tenisistek opowiadała mi o tym, jak trener zmusił ją do przegrania meczu podczas Drużynowych Mistrzostw Polski. To było w PRL i nie chodziło nawet o pieniądze, raczej o przysługę, którą jeden trener wyświadczał innemu. Miała z osiemnaście lat i nie mogła w to uwierzyć.
Wojciech Fibak: – Raz przed finałem turnieju z cyklu WCT, gdzie za zwycięstwo było sto tysięcy dolarów, a na pokonanego czekało tylko trzydzieści tysięcy, bardzo znany tenisista zaproponował mi: „niech wygra lepszy, ale podzielmy nagrodę na pół”. Nazajutrz odmówiłem. Powiedziałem: „lepiej trzymajmy się reguł”. To była moja jedyna rozmowa o finansach.
– Każdy z młodych polskich tenisistów, z którym rozmawiałem albo dostał propozycję, albo brał udział w ustawianym meczu. I nikt o tym nie będzie mówił, bo stoją za tym tacy ludzie, że lepiej trzymać język za zębami – mówi były menedżer deblistów. – W zeszłym sezonie jeden z Polaków zgłosił otrzymanie podobnej oferty – ktoś włożył mu kartkę pod drzwi pokoju hotelowego. I teraz ma wrażenie, że dotknął go ostracyzm środowiska. Pewnie dlatego wcześniej zastanawiał się: zgłosić czy nie.
Zgłoszenie to, zgodnie z przepisami, obowiązek tenisisty, który dostanie propozycję korupcyjną. Jego niedopełnieniem tłumaczył swoją dyskwalifikację Kocyła, człowiek – jak sam o sobie powiedział – któremu nigdy nie brakowało środków na grę w tenisa. Więc po co miałby sprzedawać mecze?
Do tej pory TIU ukarał trzynastu zawodników, w tym pięciu dożywotnio – wszyscy byli nisko klasyfikowani. Nazwiska Austriaka Daniela Koellerera, Rosjanina Andrieja Kumancowa czy Greka Alexandrosa Jakupovica wywołują umiarkowane poruszenie. Teraz jest szansa, że do sieci trafią grubsze ryby. Albo i nie.
– Dla tych największych, przy takich zarobkach, najważniejsze jest zwycięstwo. Widzę jak to funkcjonuje, znam ich wszystkich – uważa Wojciech Fibak.


foto: Matthew Wilkinson