Wieczni stażyści

Wymagane: bardzo dobra znajomość języka angielskiego, umiejętność pracy w grupie i pod presją czasu, komunikatywność, umiejętność redagowania korespondencji biurowej, podstawowa znajomość pakietu MS Office. Preferowane są osoby mające możliwość pracy w pełnym wymiarze godzin – brzmi ogłoszenie opublikowane przez jedną z działających Polsce agend ONZ. Nie chodzi jednak o pracę, ale o staż. Półroczny. I bezpłatny.

Jednym z obszarów działalności Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact – autora oferty – jest przeciwdziałanie dyskryminacji w sferze zatrudnienia. Szefowa Komunikacji w organizacji, Monika Miłowska, nie odpowiada wprost na pytanie, czy półroczny bezpłatny staż wpisuje się w tę misję. Zapewnia, że stażyści (w ciągu roku jest ich zwykle sześcioro) mają możliwość wzbogacenia wiedzy zdobytej na studiach o doświadczenie i umiejętności praktyczne. Nie parzą kawy, tylko uczestniczą w działaniach organizacji. Zazwyczaj pracują w wymiarze pół etatu, a trzydzieści procent z nich otrzymuje propozycję pracy.
„Wymagania: dyspozycyjność przez okres minimum 2 miesięcy przez minimum 20 godzin w tygodniu, zdolności organizacyjne potwierdzone co najmniej 3-miesięcznym doświadczeniem (…) w środowisku organizacji pozarządowych, sprawna obsługa programów Word i Excel, znajomość tematyki z zakresu praw człowieka i edukacji obywatelskiej i pasja do działania na rzecz zmiany społecznej, zaawansowana znajomość języka angielskiego w mowie i piśmie” – to już fragment zaproszenia na bezpłatny staż do Humanity in Action – organizacji stawiającej na aktywne społeczeństwo obywatelskie. „Pomagamy młodym ludziom rozwijać wiedzę i umiejętności potrzebne do działania na rzecz praw człowieka. Inspirujemy ich do podejmowania efektywnych i twórczych działań na rzecz osób/grup dotkniętych dyskryminacją” – czytamy na stronie www.
– Często pracujemy z osobami, których doświadczenia zawodowe są minimalne i dlatego w takich sytuacjach nasz zespół wkłada dodatkową pracę we wdrożenie takiego współpracownika. Jest to swego rodzaju program edukacyjny, skrojony na miarę pod kątem danej osoby – odpowiada prezes zarządu i dyrektor fundacji Monika Mazur-Rafał. – Jesteśmy fundacją non-profit, utrzymującą się tylko i wyłącznie z pozyskanych grantów na projekty. Jeśli zna pan środowisko polskich NGO, to być może zdaje pan sobie sprawę z tego, że utrzymanie takiej organizacji i realizowanie misji jest nie lada wyzwaniem.
To rzeczywiście wyzwanie, jednak w sytuacji bezpłatnego stażysty niewiele zmienia. Musi z czegoś żyć przez te kilka miesięcy, niezależnie od tego, czy jego pracodawca chwali się wysoką nadwyżką finansową, czy zdobyciem prestiżowej nagrody za działalność społeczną. Paradoksalnie, tym ostatnim wolno mniej, właśnie dlatego, że szczycą się swoją misją.

Przez „staż” rozumie się różne rzeczy. Uregulowane prawem są staże osób bezrobotnych kierowanych z urzędu pracy (stażysta dostaje wynagrodzenie), praktyki studenckie (bez wynagrodzenia), praktyki absolwenckie (za wynagrodzeniem lub bez) – wylicza Renata Niecikowska ze Stowarzyszenia Klon/Jawor i Portalu Organizacji Pozarządowych ngo.pl. – Z prawa nie wynika więc jasno, że staż to automatycznie wynagrodzenie. Staż może też być autorskim programem organizacji pozarządowej – statusu prawnego stażysty nie określają wtedy żadne przepisy. Jeśli osoba na stażu zdobywa nowe umiejętności, dostaje za swoją pracę porządną dawkę wiedzy, uczy się, to wychodzi z zyskiem, choć nie finansowym. Gdyby było jednak tak, że pod nazwą „staż” ukrywa się praca, za którą należy się wynagrodzenie, a nie nauka, to oczywiście jest to łamanie prawa. Staż to nie wolontariat.

Głosy krytyki wobec korzystania z bezpłatnej pracy tzw. stażystów słychać od dawna. Jednym z nich była ubiegłoroczna kampania „Nie robię tego za darmo” organizowana przez fundację Wspieramy Wielkich Jutra. Miała zwrócić uwagę na powszechność bezpłatnych staży i praktyk oraz negatywne konsekwencje dla – co ważne – obu stron.
„Brak wynagrodzenia to czynnik demotywacyjny, który często implikuje brak szacunku dla pracodawcy i pracy oraz przeświadczenie o braku znaczeniu podejmowanych działań” – przekonują autorzy kampanii w raporcie końcowym.
W 2013 roku Inclick, działający w Polsce serwis pracy zdalnej dla uczniów i studentów, przeprowadził badanie, które wykazało, że według 84 procent młodych ludzi praca bez wynagrodzenia jest zjawiskiem powszechnym. Przynajmniej raz w życiu w bezpłatnym stażu uczestniczyło 52 proc. pytanych. Co piąty student pracował za darmo więcej niż raz.
Argumenty pracodawców są znane: staż jest szansą na rozwój osobisty i zdobycie cennego doświadczenia. Z przyjęciem stażysty czy praktykanta i wdrożeniem go w tajniki funkcjonowania firmy wiążą się nakłady czasowe i finansowe. Stażysta nie ma wymaganych kwalifikacji. Bywa leniwy i roszczeniowy.
Zapewne nawet to ostatnie zdanie bywa prawdziwe – jednak przepytani na potrzeby kampanii studenci mówili raczej o wynagrodzeniu symbolicznym, które pozwoliłoby odczuć, że ich praca jest w ogóle potrzebna i doceniana.

Owszem, młodzi ludzie, idąc na staż, czy podejmując się wolontariatu, wiedzą, na co się piszą. Uważam jednak, że płacąc stażystom można uniknąć sytuacji, w której pracownik czuje się traktowany niesprawiedliwie – gdy musi wykonywać zadania, które są na niego spychane przez etatowych pracowników – argumentuje Tomek, jeden z uczestników badania w ramach kampanii „Nie robię tego za darmo”. – Ponadto, gdyby stażyści otrzymywali rozsądne wynagrodzenia, nie koniecznie tak wysokie jak pracownicy na etacie, to staże stałyby się bardziej popularne, a pracodawcy mogliby wybierać pracowników spośród osób przyzwyczajonych i obeznanych ze środowiskiem pracy. To korzyść dla obu stron – młodzi pracownicy zabezpieczają się ekonomicznie i nie muszą myśleć podczas stażu o innej pracy, a pracodawcy otrzymują pracownika zmotywowanego i przygotowanego do pracy.

Wśród branż, w których najczęściej oferuje się bezpłatne staże i praktyki, znalazły się: administracja, promocja i marketing, edukacja oraz media.
W ostatnich tygodniach bezpłatne praktyki oferowały m. in.: Play (telefonia), Good Year (opony), Interia, Onet, Addeco (doradztwo), Randstad i Grafton (rekrutacja; druga z firm oferuje także płatne praktyki), Neonet (sprzedaż detaliczna).
Polska nie jest wyjątkiem. Według badań przeprowadzonych w ramach zeszłorocznej kampanii Intern Aware, 59 proc. stażystów w Unii Europejskiej nie dostaje wynagrodzenia.

Niedawno swoją historię opowiedział David Hyde, 22-latek z Nowej Zelandii, który, aby utrzymać się podczas bezpłatnego stażu w szwajcarskiej siedzibie ONZ, rozbił namiot na brzegu Jeziora Genewskiego.
„Zawsze uważałem, że bezpłatne staże są niesprawiedliwe. Ale wielu z nas czuje, że odbycie jednego czy dwóch jest konieczne do znalezienia pracy” – opisuje przygodę, która zaczęła się od upokarzającego proszenia, żeby ktoś pozwolił ci pracować przez pół roku za darmo, a skończyła – pomysłem na zwrócenie uwagi opinii publicznej. Bo, zdaniem Hyde’a, kto jak kto, ale Narody Zjednoczone nie powinny korzystać z darmowej siły roboczej. „Staże prześlizgnęły się przez pęknięcia w naszych zasadach moralnych i systemie prawnym” – pisze były już stażysta (przerwał praktyki, kiedy okazało się, jak wielkie zainteresowanie wzbudziła jego demonstracja). Zastrzega przy tym, że ludzie z którymi współpracował oraz mieszkańcy miasta byli zawsze pomocni – dostał nawet bezpłatną ofertę mieszkaniową.
Nawet w amerykańskiej fabryce snów bywa ponuro. W 2011 roku echem odbiła się sprawa dwojga stażystów zatrudnionych przy produkcji filmu „Czarny łabędź” (z Natalie Portman w roli głównej). Pracowali po pięćdziesiąt godzin tygodniowo, a do ich obowiązków należało m. in. przygotowywanie kawy i wynoszenie śmieci. Studio, w ich mniemaniu, wykorzystało ich jako bezpłatną siłę roboczą, a sam staż nie miał wymiaru edukacyjnego. Złożyli pozew, a sąd nakazał wytwórni wypłatę zaległego wynagrodzenia.

Brak pomysłu na stażystów zniechęca nie mniej niż brak zapłaty. Pracodawca nie wie, co z nimi zrobić, więc zleca im jałowe zajęcia.
Michał (uczestnik badania w ramach kampanii „Nie robię tego za darmo”): Moja praca polegała na segregowaniu starych dokumentów, ścieraniu kurzów i parzeniu kawy. Myślę, że gdyby pracodawcy mieli obowiązek płacenia studentom za praktyki, to z jednej strony dawaliby im sensowniejsze zajęcia, a z drugiej, my byśmy się bardziej do nich przykładali.
Tomek nr 2: Uczestniczyłem w kilku bezpłatnych stażach w branży dziennikarskiej. W większości przypadków redakcje wymagają dużego zaangażowania i poświęcenia czasu, nie dając w zamian nic, poza możliwością dopisania sobie do CV kolejnego doświadczenia. Często w takich przypadkach nie zwracają uwagi na jakość wykonanej pracy, lecz na jej ilość. Nie potrafią przy tym przekazać żadnej wiedzy, a po skończonym stażu nie oferują możliwości współpracy.
Brak realnej szansy zatrudnienia to kolejny z problemów – potwierdzają autorzy raportu z kampanii „Nie robię tego za darmo”. „Pracodawcy przez kilka miesięcy korzystają z usług stażysty czy praktykanta, ale zamiast wyszkolonemu już w firmie człowiekowi zaproponować stałą pracę, szukają kolejnych stażystów, którzy będą kontynuować pracę za darmo. W rezultacie młodzi ludzie przechodzą od stażu do stażu, nie zarabiając na tym ani grosza”.

Oferty staży, w trakcie których firmy chcą wyszkolić sobie pracownika pojawiają się niezwykle rzadko. W większości przypadków takie oferty to zwykłe oszustwa, których celem jest przyciągnięcie uwagi naiwnych studentów i absolwentów. Ci, którzy obiecują pracę po zakończonym stażu, a później zatrudniają kolejnego praktykanta, są najgorsi – uważa Tomek nr 2.

Zdarzają się, rzecz jasna, wyjątki. Część firm i organizacji proponuje studentom płatne praktyki. W ostatnich ogłoszeniach znaleźliśmy, m. in. oferty TUI (turystyka), PWC i KPMG (doradztwo), UPC i ING (bankowość), Volvo, Samsung, Tesco, a także Danone, Ferrero i Bakalland (branża spożywcza) oraz Greenpeace.
– Traktujemy staż jako obustronną współpracę i już od pierwszych dni w firmie stażyści otrzymują ambitne zadania, za które są odpowiedzialni. Zależy nam, aby mieli szansę wykorzystać w praktycznych zadaniach wiedzę zdobytą na studiach. Stażyści stają się częścią organizacji, wynagrodzenie jest dla nas sprawą oczywistą. Część z naszych obecnych pracowników zaczynała swoją karierę zawodową właśnie od stażu – podkreśla Maja Krywolewicz z firmy Bakalland.
Wynagrodzenie za pracę to rzecz oczywista. Wciąż zdarza się jednak, że trzeba o nim zapomnieć i skupić się na tym, co można wynieść ze stażu. Łatwiej o to, gdy praktyki mają sens.
Tomek nr 2: Uczestniczyłem w stażu redakcyjnym w portalu poświęconym tematyce dzieci i młodzieży. Zasady były jasne – półroczny, bezpłatny staż, bez możliwości zatrudnienia na etat. Ja daję swoją pracę, a redaktorka, z którą współpracowałem – swoją wiedzę. Staż był wymagający, ale po jego zakończeniu wiedziałem, że nie był to stracony czas.
Jakub, były stażysta organizacji Humanity in Action, też wiedział na co się pisze. – Staż wspominam bardzo dobrze choćby ze względu na atmosferę, która panowała w biurze. Do moich obowiązków należały głównie działania biurowe – drukowanie materiałów, przygotowywanie baz danych, czy monitoring mediów. Nie czułem, żeby było to zbyt pobudzające intelektualnie, ale już na pierwszej rozmowie przełożeni dali mi do zrozumienia, że szukają osób właśnie do takich zadań. Z drugiej jednak strony czułem satysfakcję, że mogę pomóc w działalności organizacji działającej na rzecz praw człowieka. Mimo, że przeczytałem ogłoszenie o stażu, czuję, że był to bardziej wolontariat. Zresztą tak nazwali to też moi przełożeni. Ale byli wobec mnie fair, starali się pokazać mi działanie organizacji od kuchni. Jednak w dłuższej perspektywie łapanie się samych staży nie przyniesie wiele korzyści dla stażysty. Lepiej ograniczyć się do jednego, a dobrego.


foto: Zoriah